Search results

Filters

  • Journals
  • Keywords
  • Date

Search results

Number of results: 2
items per page: 25 50 75
Sort by:

Abstract

This article, focused principally on the exploration of contingency, the body and disgust in Michał Witkowski’s novel Margot, is also a polemic and a vindication of the book against the barrage of criticism it received from its reviewers. Most of them decided that Margot was a novel about nothing, a haphazard mix of sundry discourses devoid of any linear structure. In fact, several critics blamed the author of giving away both the narrative structure and the plot to capricious contingency. The article takes a fi rm stance against such charges and argues that contingency does not need to be seen as a fault at all. It lies at the heart of the novel and determines the actions of characters, but it plays as important a role in people’s lives outside fi ction. Analysing the ups and down of the main characters (Margot and Wadek Mandarynka), the article explains the function of emotions, the body, the characters’ language and their ideas of sacrum in the legitimization of contingency. A special role in this mechanism is played by disgust. Reactions of disgust are always contingent, or, as Julia Kristeva puts it the abject has the power to terrorize the subject to such extent that he can do nothing but to succumb to contingency. In working out the idea of the contingency of selfhood, the article also draws on Richard Rorty’s approach, and in particular his concept of ironism. The latter is used to classify the main character of Witkowski’s book as a consummate ironist, i.e. a person who tests different languages in which the world can be described in order to pursue his carnal desires. Finally, the article argues that in his novel Witkowski not only brings to light the fortuitous character of the postmodern identity but also creates a heterogeneous language to express it.
Go to article

Abstract

Stanowisko Feuerbacha nazywam antropomorfizmem co do pojęcia Boga, krócej – antropomorfizmem teologicznym. Uznaję je za teorię, i akceptuję. Teza główna tej teorii głosi (w sformułowaniu semantycznym): w każdej deskrypcji „Bóg” (takiej, że jej skrótem jest nazwa „Bóg”) występują wyłącznie wyrażenia dotyczące człowieka. W języku mentalistycznym natomiast (endemicznym Feuerbachowi): nie ma w pojęciu Boga niczego, co wykraczałoby treściowo poza pojęcia dotyczące człowieka. Antropomorfizm Feuerbacha ma wersję słabą oraz wersję mocną. Słaba – pojęcie Boga ma faktycznie feuerbachowską charakterystykę. Mocna – feuerbachowska charakterystyka pojęcia Boga jest konieczna na sposób konieczności przyrodniczej. Wersje te można zespolić, korzystając z dictum znalezionego dla opisu analogicznej sytuacji – ignoramus et ignorabimus. Antropomorfizm Feuerbacha konfrontuję z najmocniejszym argumentem, jaki potrafię sobie wyobrazić – z argumentem wymierzonym w naturalizm, rezerwuar przesłanek Feuerbacha. Argument ten dozbrajam obiecującą ontologią pojęć, zaczerpniętą od Bernarda Bolzano. Pokazuję na koniec, że maszyneria ta nie pracuje, a (niefeuerbachowskie) absolutne pojęcie Boga jest (uwaga: zależność o kontrintuicyjnym przebiegu!) niekonstruowalne, bo nieskonstruowane. W tym położeniu, mając antropomorfizm teologiczny za hipotezę przyrodniczą, czekam cierpliwie (zgodnie skądinąd z postulatem Stratona) na jej obalenie.
Go to article

This page uses 'cookies'. Learn more